Kłody pod nogi, czyli jak zacząłem z Wizz Air Pilot Academy?

Kłody pod nogi, czyli jak zacząłem z Wizz Air Pilot Academy?

Początki zazwyczaj są ciężkie. Niezależnie od tego czy zmieniasz pracę, zaczynasz szkołę, czy uczysz się gry na instrumencie, jest wiele przeszkód. Czasem są to błahe sprawy, takie jak znalezienie internetowego kursu gry na pianinie. Zdarzają się jednak poważne problemy, które powodują, że musimy się zatrzymać i zastanowić, czy na pewno damy radę. Czy to jest to co chcemy robić. W moim przypadku było podobnie. W sumie, nadal tak jest. Jak zacząłem z Wizz Air Pilot Academy?

Życie lubi nam rzucać kłody pod nogi. Tylko od nas samych zależy, czy je przeskoczymy, czy się o nie potkniemy. W lotnictwie jest wiele barier, które trzeba przeskoczyć. Niektórym idzie to łatwiej, nie muszą się na przykład przejmować pieniędzmi. Inni mają ciężej – muszą ciężko zapracować, aby zarobić na choćby podstawy kurs samolotowy czy szybowcowy. Dochodzą do tego sytuacje losowe, życie codzienne, oraz inne czynniki, które sprawiają, że nie każdy kto chce, zacznie swoją przygodę za sterami samolotu. Mi się udało dotrwać do rozpoczęcia szkolenia w ramach Wizz Air Pilot Academy. Moja kariera lotnicza zaczyna się w najbardziej niepewnym okresie dla lotnictwa w historii.

Trudnego ciężkie początki

Jeżeli myślicie że nawet tak podstawowa część jak rekrutacja jest łatwa, to się mylicie. Jak u Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi, po nim tylko gorzej. Podobnie z karierą w lotnictwie. W moim przypadku epizod z Wizz Air Pilot Academy zaczął się praktycznie na samym początku programu. Założenie programu jest proste i bardzo słuszne w branży lotniczej – dostępny dla każdego kurs w przystępnej cenie. Tylko że nie jest to cena porównywalna z prawem jazdy, a raczej z kupnem nowego samochodu klasy premium. Zawsze lepsze to niż równowartość domu, ale dla studenciaka lat 20 to jednak trochę za dużo.

W międzyczasie zacząłem pracę na lotnisku w Gdańsku. Cel pozostawał ten sam – Wizz Air. Oczywiście dopuszczałem możliwość że się nie dostanę, dlatego startowałem też na kontrolera ruchu lotniczego, czy też rozglądałem się za opcja pracy jako dispatcher w jakimś bogatym kraju Europy (w grę wchodziły Francja, Szwecja i Włochy). Los się jednak uśmiechnął – dofinansowanie kursu wzrosło, oraz pojawiła się okazja do spotkania z zespołem rekrutacyjnym w Warszawie. Udało się rozwiać wątpliwości i pierwsze co zrobiłem po wyjściu ze spotkania to zaklepałem termin na rekrutację na marzec 2020. Dokładniej na dni 7-9 marca. Wiecie, wiosna, Budapeszt i ostatni dzień rekrutacji w moje 23. urodziny. Będę wieczorem tego dnia pijany z radości, albo po prostu z okazji urodzin.

Dobry start

Nie ma tak dobrze. Zanim odbędzie się rekrutacja, trzeba załatwić kilka ważnych rzeczy. Jedna z nich to badania medyczne. Dokładniej IATA Medical Class 1, czyli klasa pierwsza lotnicza. Nie ma tu jakiś wyszukanych badań typu żyroskop, komora ciśnieniowa, czy rentgen całego ciała. To nie loty w kosmos. Masz standardowy zestaw, typu badanie krwi, wzroku, test na daltonizm, słuch, spirometria, czy EKG. Jest też psycholog – coś co uziemia najwięcej osób, exe quo ze wzrokiem.

Miałem ten niefart, że choć dzień wcześniej byłem na koncercie A-Ha na Torwarze, to ogólnie miałem słaby psychicznie okres. I zamiast podejść do psychotestów normalnie, zostawić emocje w domu i docisnąć badanie do oporu, za bardzo się uzewnętrzniłem. Żeby na pytanie „czym jest miłość” odpowiedzieć „iluzją” na psychotestach to trzeba być albo kompletnym dzbanem, albo mną. Tak czy inaczej, uwaliłem w listopadzie psychologa, a moja pierwsza w życiu medyczna klasa pierwsza uroczyście ogłasza, że jestem niezdolny do latania. Super…

Poprawkę robiłem praktycznie na ostatnią chwilę. Wiecie ile zajmuje ULCowi przemielenie papierów. Znaczy, ULCowi… każdemu urzędowi w Polsce. A przypominam, że to były jeszcze te normalne czasy przed koronawirusem. W ten oto sposób ponawiałem psychologię w lutym, a w marcu, dzień przed wylotem do Budapesztu, dostałem klasę pierwszą. Tym razem, byłem zdatny do latania.

Budapeszt

Kolejna, choć wtedy jeszcze drobna przeszkoda to miejsce screeningu. Wizz Air Pilot Academy ma siedzibę w Warszawie, ale rekrutacja odbywa się, a jakże, w Budapeszcie. Dokładniej w centrum szkoleniowym Wizz Air, ściana w ścianę z salą symulatorową. Screening trwa trzy dni, zazwyczaj jeden po drugim. Żeby przejść do drugiego dnia, trzeba zaliczyć pierwszy, żeby dostać się do trzeciego, trzeba przejść drugi. Nie przesadzę, że były to trzy najtrudniejsze, ale i najbardziej budujące dni mojego życia. Przynajmniej do teraz.

Centrum szkoleniowe i symulatorowe Wizz Air w Budapeszcie.

Nie będę się zagłębiał w same Screeningi, bo nie o to chodzi w tym wpisie. Powiem jednak tyle – takiego zmęczenia psychicznego nie miałem nawet po maturze. Mimo tego wypadłem na tyle dobrze, że przeszedłem pierwsze dwa dni bez jakiś większych problemów. A odsiew jest niezły, pierwszego dnia było koło 16 osób, licząc ze mną. Drugiego już tylko osiem, a do trzeciego dnia dotrwałem ja i jeszcze dwie osoby.

Na koniec ponownie psycholog, tym razem związany z linią. Tu, w przeciwieństwie do pierwszego podejścia do Class 1, zdałem spokojnie. Znaczy, nie tak że wszedłem na luzie i pyk, zdane. Tak szczerze to po pierwszej części, czyli rozmowie, było nawet nieźle. Dopiero druga część, czyli testy, dosłownie zresetowały mi mózg. Mimo tego byłem dobrej myśli, zwłaszcza dzień później, kiedy miałem trochę wolnego, była ładna, wiosenna pogoda i poszedłem pozwiedzać stolicę Węgier.

Drogi roku 2020, zaczynasz przeginać

Wtedy też gruchnęła wieść o pierwszych przypadkach COVID w Polsce i na Węgrzech. Siedząc wieczorami i czekając na wyniki, miałem włączone CNN. Coś czego normalnie nie robię – chodzi w tle telewizja na kanale z newsami. Czas był jednak szczególny. Oto ruszała pierwsza od stulecia, porządna epidemia. Dosłownie dwie godziny po lądowaniu w Warszawie, miała miejsce konferencja, na której Premier ogłosił zamknięcie granic. Co się działo od połowy marca doskonale wiecie.

W skrócie – 80% etatu płatne, ale faktycznie przepracowane zero godzin od połowy marca do początku czerwca. Potem lato jakoś w miarę ładnie odbiło, ale od września ponownie wzrost zakażeń, spadek ilości lotów i niestety zwolnienia. Ostałem się praktycznie tylko dlatego, że umowę miałem do końca stycznia, więc jak gruchnął COVID, to byłem świeżo po przedłużeniu i nie groziło mi, przynajmniej początkowo, jej rozwiązanie. Wielu niestety nie miało tyle szczęścia.

Każdy skok zakażeń w Europie to potencjalna zmiana terminu kursu, lub nawet jego odwołanie. Choć w kwietniu dostałem potwierdzenie że przeszedłem selekcję i jestem na liście przyszłych kadetów, to dopiero dwa miesiące później pojawiły się terminy. Wcześniej nowa grupa zaczynała co dwa miesiące, teraz przez pół roku były tylko dwa terminy. Wybrałem grudzień, bo więcej czasu, sytuacja się uspokoi, odłożę więcej pieniędzy. Taaa…

Akcja Grecja

Ostatnie półtora miesiąca przygotowań do Wizz Air Pilot Academy to w zasadzie roller coaster. Co rusz nowe obostrzenia, rekordy zachorowań, lockdowny, godziny policyjne i inne wymysły. Sytuacja napięta tak, że sam Wizz Air do końca nie ogarniał jak to ugryźć. Papiery podpisałem pod koniec października i na szybko musiałem robić zakupy, bo rząd zamykał galerie handlowe. Na deser ciągłe zmiany rozkładów, anulowane loty i kolejne wynalazki greckiego rządu dla wjeżdżających. Mnie objęły PLF (Passengers Location Form) i obowiązkowy test na COVID.

Ostateczny plan podróży to Gdańsk-Amsterdam-Ateny-Kavala. Dwa odcinki KLMem i jeden Olympic Air/Aegean. Jadę w kompletnie nieznane miejsce z 23 kg rzeczy, do tego plecakiem i brakiem gwarancji, że wszystko jest ogarnięte. Na szczęście poza akcją z testem na COVIDakcją z testem na COVID w Amsterdamie, reszta przebiega sprawnie. Na koniec jedynie miałem problemy z połączeniem się z WiFi pierwszego dnia, ale widzę że to tu dość częste.

Teraz siedzę w przestronnym salonie w Kavali. Słońce grzeje mi kark przez szybę, a jak zrobi się ciut cieplej, wyjdę na taras dalej przypominać sobie matmę i fizę z liceum. 15 stopni, słońce i lekki wiatr w grudniu to jest coś co mogę zaakceptować.

Przedstawione na blogu treści są prywatnymi opiniami i nie są oficjalnym stanowiskiem żadnej z firm z którą współpracuję, bądź współpracowałem. Oznacza to, że zawarte tu treści nie są stanowskiem firm Welcome Airport Service, Wizzair, czy Egnatia Aviation.

4 thoughts on “Kłody pod nogi, czyli jak zacząłem z Wizz Air Pilot Academy?

  1. jak oceniasz szkołę Egnatia? W necie jest pełno złych opinii, a sam teraz startuję na WizzAir Pilot Academy. Może dałbyś jakiś kontakt do siebie i mógłbyś może coś opowiedzieć? 🙂

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *