Z życia kadeta: Dzień 3

Z życia kadeta: Dzień 3

Wreszcie wyszło słońce, odebrałem fanty i przeszedłem się do centrum szkoleniowego. Zacząłem też przygodę z jabłkiem. Na ulicach rosną mandarynki, policja nadal mało się interesuje ludźmi na ulicy i chyba zaczynam być mistrzem makaronów. Mija kolejny dzień z życia kadeta.

Pamiętacie jak wczoraj pisałem o przystosowaniu się do czasu greckiego? Kłamałem. Dzisiejsza zrywka o 7:00 była bolesna jak cholera. Był jednak konkretny cel na ten dzień, oczywiście poza kolejną porcją matmy i wstępem do fizy na poziomie wymaganym dla ATPLki. Oto nastał dzień pierwszego wejścia do centrum szkoleniowego (ground school). Tradycyjnie już poznałem się z kolejnymi kotami, a policja jak stała w zatoczce koło plaży, tak nadal stoi. Ciągle noszę ze sobą oświadczenie o celu przemieszczania się, a uparcie nadal nie chcą go sprawdzać. Trudno, nie mój problem.

AT3 i mandarynki

Droga do centrum szkoleniowego jest niemal identyczna jak do sklepu. Różnica jest pod sam koniec – zamiast skręcić wzdłuż zatoki, idzie się prosto, pod górkę jakieś 200-300 metrów. Na wejściu stoi AERO AT-3, lekki samolot szkolny Made in Poland. Taki drobny smaczek na obczyźnie. Samo centrum szkoleniowe to dość nowoczesny, niski budynek z kilkoma salami, bufetem, pomieszczeniami do briefingu, recepcją i kilkoma biurami. Teraz, ze względu na lockdown, jest zamknięty. Ponieważ Egnatia Aviation działa na zasadach college’u, to zajęcia stacjonarne inne niż loty i symulator, będą możliwe dopiero wraz z otwarciem szkół wyższych. Póki co działamy zdalnie.

Wizyta w centrum czysto służbowa. Musiałem wypełnić kilka papierów i odebrać zabawki. W pakiecie szkoleniowym każdy kadet dostaje iPad z materiałami szkoleniowymi, nakolannik, logbook, przybory nawigacyjne, słuchawki lotnicze, krawat i pagony. Mundur będzie w przyszłym tygodniu, dziś tylko przymiarka. Po sprawach biurowych tradycyjnie powrót do domu i kolejne ponad 4 godziny przypomnienia z matmy i fizy. Nadal cholernie mocno męczy mnie praca w języku angielskim, choć znam go dość dobrze. Muszę się do końca przestawić, ale było lepiej niż wczoraj.

Osprzęt odebrany dziś z Egnatii. W pakiecie iPad, krawat, pagony, headset, logbook, nakolannik, przyrządy nawigacyjne i torba, oraz etui na headset.

Do plaży jest max 5 minut z buta, do domu z centrum szkoleniowego nieco ponad 10 minut. Dobry znak na wiosnę i lato. Co więcej, centralnie pod chałupą rosną mandarynki. Jest grudzień, a te sobie legitnie dojrzewają przy publicznym chodniku. Szkoda żeby się zmarnowały. Jutro po zajęciach skoczę po dwie i spróbuję. Jeśli dostanę rozwolnienia, to na weekend, więc szkody niewielkie.

Blue sky

Mówiąc o lecie, wreszcie się rozpogodziło. Grecki odcień błękitu jest nie do podrobienia, nawet zimą. Choć słońce wyszło dopiero popołudniu i, jak to zimą, dość szybko zaszło, to udało mi się nim nacieszyć, zwłaszcza tym miłym ciepełkiem przez szybę. Brakowało mi tego. Kolejną dobrą wieścią jest to, że taras wychodzi na południowy zachód, więc będą dobre warunki do oglądania superkoniunkcji Jowisza i Saturna, która nastąpi 21. grudnia tego roku. Obie planety z perspektywy Ziemi będą tak blisko, że nieuzbrojonym okiem niemal będą jednym obiektem. Ostatni raz tak blisko siebie były prawie 400 lat temu. Warto więc trzy dni przed Wigilią spojrzeć na południowe niebo. Oczywiście o ile nie będzie chmur.

Na koniec nieco was poddenerwuję. Na niedzielę i poniedziałek prognozy mówią o 15 stopniach w Kavali, a dodatkowo nowy tydzień zacznie się burzą. Zagrzmieć może jednak również w sobotę przy około 12-14 stopniach. Także ten, Kalimera Ellada.

Przedstawione na blogu treści są prywatnymi opiniami i nie są oficjalnym stanowiskiem żadnej z firm z którą współpracuję, bądź współpracowałem. Oznacza to, że zawarte tu treści nie są stanowskiem firm Welcome Airport Service, Wizzair, czy Egnatia Aviation.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *