Z życia kadeta: Dzień 8

Z życia kadeta: Dzień 8

Ostatnich kilka dni to niechęć do czegokolwiek kreatywnego po seriach kolejnych powtórek z matmy i fizy. Dodatkowo po angielsku. Ogarniam już gdzie kupować żarcie, gdzie Grecy trzymają Ouzo i że czas spiąć dupkę żeby się utrzymać. Nadszedł ósmy dzień z życia Kadeta.

Przez ostatnie dni pogoda była zmienna, podobnie jak jakość WiFi. W sobotę stało się coś dziwnego z siecią i dopiero dziś zaczęła normalnie działać. Koniec z zajęciami online z telefonu! Yay!

Prawdziwą mordęgą jest ciągłe przybliżanie i oddalanie prezentacji na cholernie małym ekranie telefonu. Serio, żeby chociaż iPad sensownie się łączył z internetem. Ale nie. Jedyne urządzenie, z którego miałem sensowną jakość połączenia był telefon. Ale teraz wszystko pięknie działa, więc dziękuję działowi technicznemu Egnatii. Sieć może nie powala prędkością, bo nie jest to światłowód, ale YouTube chodzi bez cięć i to się liczy.

Koniec powtórek, czas testów

Żeby nie było za fajnie, Egnatia chce dokładnie wiedzieć kto do nich wstąpił. Żeby to zrobić, najpierw dają nam prezent w postaci tygodnia powtórek, a później przez Aviation Exam sprawdzają ile z tego kumamy. I tak też w środę (czyli jutro) mam wejściówkę z matmy i z fizy. Na teraz wiem tylko, że jest to test jednokrotnego wyboru, 25 pytań z matmy i 20 z fizy. Tak naprawdę dopiero od jutra, po teście, zacznie się właściwa część ATPL(A) Theory. Pierwsza część trwa według planu do lutego, wtedy też mamy zacząć loty. Prawdopodobnie w kwietniu zacznie się faza druga, nadal teoria łączona z lotami. Łącznie program zakłada około 276 godzin teorii i 250 godzin do wylatania. W międzyczasie egzaminy, krótkie przerwy świąteczne, przedłużenie badań medycznych, no i na koniec wielki, główny egzamin (CAA) w Atenach. A niestety Grecja nie słynie z łatwości takich egzaminów.

Na start idzie podobno meteorologia, ale z tego co liznęliśmy dziś pod koniec zajęć, to na początek raczej będzie nieco z teorii nawigacji. Później będzie tylko lepiej – radionawigacja, teoria lotu, trochę biologii, okraszonej prawem lotniczym i budową statku powietrznego. Pyszotka. Najlepsze jest to, że ktoś w EASA wykombinował, że jeśli nie umiesz danego zagadnienia wyjaśnić matematycznie, to go nie rozumiesz. Mamy pilotować samoloty, a nie liczyć wilgotną adiabatę, tak w kwestii przypomnienia.

Zaczynam ogarniać okolicę

Kavala daje się po kawałku poznać. Normalnie od razu zaczął bym rozglądać się po regionie – wieczorami chodził na plażę robić zdjęcia, a w weekendy zwiedzał miasto lub okolicę. Niestety mamy wirusowy rok 2020 i żeby nawet wyjść z psem na sika (choć nie mam psa) trzeba napisać oświadczenie na ewentualność kontroli policyjnej. Co więcej, między 21:00 a 5:00 wyjść można tylko w nagłej sytuacji związanej ze stanem zdrowia. Nie dotyczy to na szczęście picia herbaty na tarasie. Swoją drogą zacząłem w Kavali jadać kolacje (nie codziennie, ale zazwyczaj) i niemal co wieczór pić herbatę z pigwą. Odnośnie pigwy to jest całe backstory, ale o nim za chwilę.

Grecy mają jebojca na punkcie oliwy, cytrusów, serów i alkoholi. Przynajmniej tak wynika z objętości działów w sklepie. Samego Ouzo mają koło dwa regały w średniej wielkości markecie. Oliwy jakieś pięć razy tyle. W zasadzie cały dział poświęcony jest tylko i wyłącznie oliwie. Oczywiście innej niż grecką łatwo się nie dostanie, ale nie krytykuję ich za to. Obawiałem się nieco smażenia na oliwie, mając z tyłu głowy te historie o pożarach, czy wybuchu na patelni. Póki co kuchnia nie jest osmolona, więc mamy mały sukces.

Właśnie! Oliwa! Muszę kupić w weekend trochę fety i oliwki! MUSZĘ!

To… nie jest cytryna…

W sobotę zrobiłem większe zakupy, takie za niecałe 100 Euro. Staram się nie być rozrzutnym, bo wiadomo jak potem – a tu trzeba coś dolatać, a tu bilety do Aten, a tam przedłużenie badań i nagle pinionszków brakuje. Więc włączam tryb Janusza Polaka i staram się nie wydawać więcej niż muszę. Szamy mam do weekendu, więc stresu nie ma. Robiąc zakupy, pomyślałem że fajnie by było mieć cytrynę, żeby wkrajać do herbaty. A że w Grecji w grudniu nawet jabłka są ciemnoczerwone i ważą ze 150g każde, to uznałem wielką, żółtą elipsoidę za cytrynę. Trochę się zdziwiłem, gdy ją przekroiłem i okazała się… pigwą. Ale podobno do herbaty tak lepiej, więc luz.

W skrócie – zaczynam się tu odnajdywać. Nadal muszę się czasami zastanowić jak przetłumaczyć dane słowo, zamiast użyć synonimu. Ale poza tym, jest nie najgorzej. No i kończy się luźne. Czas spiąć zwieracza, przynajmniej do 25. grudnia. Później od 3. stycznia.

P.S. Lockdown w Grecji podobno przedłużony do 7. stycznia…

Przedstawione na blogu treści są prywatnymi opiniami i nie są oficjalnym stanowiskiem żadnej z firm z którą współpracuję, bądź współpracowałem. Oznacza to, że zawarte tu treści nie są stanowskiem firm Welcome Airport Service, Wizzair, czy Egnatia Aviation.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *